Otwierasz telefon na chwilę, między jednym a drugim zadaniem. I w trzydzieści sekund dowiadujesz się, że ktoś właśnie odpalił nowy produkt, ktoś inny wszedł na nowy rynek, trzeci „w końcu zautomatyzował cały proces". A Ty kończysz dzień z listą, która urosła, a nie zmalała.
I przychodzi ta myśl, cicha i okrutna: nie nadążam.
Chcę dziś o tej myśli porozmawiać, bo żyłem z nią latami. I bo jestem dość pewien, że to ona — bardziej niż brak czasu czy pieniędzy — wypala dziś najwięcej właścicieli firm.
FOMO, które przebrało się za ambicję
FOMO — lęk, że coś nas omija — kojarzymy z nastolatkami i imprezami. W biznesie wygląda dorośle i dlatego jest groźniejsze. Nie nazywamy go lękiem. Nazywamy go ambicją, czujnością, „byciem na bieżąco".
Ale pod spodem mechanizm jest ten sam. Widzisz, że ktoś coś robi, i czujesz, że Ty też musisz — natychmiast, równolegle, do wszystkiego innego, co już robisz. Nie dlatego, że to przybliża Cię do Twojego celu. Dlatego, że nie zniesiesz myśli, że zostajesz w tyle.
To nie jest ambicja. Ambicja ma kierunek. FOMO ma tylko prędkość — i to cudzą.
„Wszystko naraz" to miara, której nie spełnia nikt
Najważniejsza rzecz, jaką zrozumiałem: porównujesz się z czymś, co nie istnieje.
Bo w feedzie nie widzisz jednej osoby, która robi wszystko. Widzisz setki osób, z których każda pokazała Ci akurat ten jeden moment, w którym jej się udało. Sumujesz to w głowie w jedną postać — superprzedsiębiorcę, który launchuje, skaluje, automatyzuje i jeszcze medytuje o szóstej rano. Ta postać nie istnieje. To kolaż. A Ty mierzysz się z kolażem i przegrywasz, bo z kolażem przegrywa każdy.
„Wszystko naraz" nie jest wysoką poprzeczką. To jest poprzeczka, której fizycznie nie da się przeskoczyć — bo każdy element widziałeś u kogo innego, w jego najlepszym dniu.
Cena, której nie widać w feedzie
FOMO ma swoją cenę i jest ona konkretna. Zaczynasz pięć rzeczy, bo każdą „trzeba". Nie kończysz żadnej, bo na każdą jest za mało Ciebie. Następnego dnia czujesz się gorzej — nie dlatego, że nic nie zrobiłeś, ale dlatego, że rozpocząłeś dużo, a domknąłeś mało.
I tu jest pułapka: im gorzej się czujesz, tym mocniej wracasz do feedu po dowód, że inni dają radę. A feed zawsze ten dowód dostarczy. Koło się zamyka. Robisz coraz więcej, czujesz się coraz mniej wystarczający.
To nie jest problem czasu. To problem miary.
Nie nadążasz — za czym właściwie?
Spróbuj kiedyś dokończyć to zdanie konkretem. „Nie nadążam za…" — za kim? Za czyim planem? Czyim tempem? Najczęściej okazuje się, że nie da się tego dokończyć. Bo nie ma jednego „za czym". Jest tylko rozmyte poczucie, że gdzieś toczy się wyścig, w którym jesteś z tyłu.
Ale wyścig, którego trasy nie potrafisz nazwać, nie jest Twoim wyścigiem. To cudza prędkość, którą wziąłeś na siebie jak własną.
Twoja firma ma jeden cel naraz, który ma teraz znaczenie. Nie dziesięć. Reszta „okazji", które krzyczą z feedu, to przeważnie cudze cele w cudzym tempie.
Antidotum nazywa się „nie naraz"
Nie napiszę Ci, żebyś „robił mniej" — to brzmi jak rezygnacja, a Ty nie po to budujesz firmę. Napiszę co innego: rób po jednym. Nie mniej ambitnie. Po kolei.
Mały krok da się zrobić dziś. Wielki plan tylko onieśmiela i karmi poczucie, że nie nadążasz. Jeden domknięty krok daje coś, czego nie da Ci żaden scroll: dowód, że ruszyłeś z miejsca. A dowód leczy FOMO skuteczniej niż jakakolwiek mowa motywacyjna.
Dlatego firmę, którą prowadzę, nazwałem NIENARAZ. I dlatego system, który zbudowaliśmy, pilnuje jednej rzeczy: żeby pokazywać Ci następny krok, a nie całą górę naraz. Bo widok całej góry to jest dokładnie to, co Cię paraliżuje.
Na koniec
Jeśli czujesz, że nie nadążasz — najpierw sprawdź, czy w ogóle biegniesz swój wyścig, czy cudzy. Bardzo często to drugie. I wtedy „nie nadążam" nie jest prawdą o Tobie. Jest prawdą o tym, że porównujesz się z kolażem, którego nikt nie jest w stanie dogonić.
Odłóż telefon. Wybierz jedną rzecz. Zrób ten jeden krok. Reszta — nie naraz.
A jeśli chcesz pogadać, jak ułożyć firmę tak, żeby przestała krzyczeć „wszystko teraz" — napisz do mnie.
Szymon Witczak Założyciel NIENARAZ · twórca NIENARAZ OS