fbpx

Gdy kończyłem szkołę, podobnie zresztą jak większość osób w moim wieku zastanawiałem się, co dalej? Nie miałem jeszcze sprecyzowanego planu, dopiero wchodziłem w posiadanie dowodu, ale nie w dorosłość. Mama zachęcała mnie, abym wybrał się na studia informatyczne, bo to perspektywiczny fach oraz dobrze dochodowy. Natomiast mi pisanie kodów w ogóle nie sprawiało przyjemności. Liznąłem tego tematu jako nastolatek, dlatego moje zniechęcenie było podparte próbowaniem, a nie jedynie samą negacją tej profesji.


„Jeśli nie pójdziesz, to skończysz jak reszta tych nieudaczników”

Mama


Tak mniej więcej brzmiały słowa jej zachęty. Uważałem, że na informatykę byłem “zbyt głupi” i oczami wyobraźni widziałem już ten moment, jak mnie z niej wyrzucają po pierwszym roku, a ja następnie dostaje depresji, bo zmarnowałem czas i nadal nic nie potrafię. Nie chciałem tego przeżywać i w wakacje wyjechałem do UK, żeby przemyśleć co dalej i przy okazji zarobić na jakieś prostej pracy, która nie wymaga zbyt dużego wysiłku.

Fot. Szymon Witczak

South Elmsall, Anglia rok 2017

Wyjazdy wakacyjne po zarobek rządzą się swoimi prawami. Jak masz szczęście, to trafisz na przyjemną i bezproblemową pracę oraz wszystko będzie się dziać bez większych zmian. Nie miałem tego farta i na dodatek trafiłem na menadżera, który lubił uprzykrzać innym życie. Nie wyglądał na spełnionego człowieka, a jego wiek określiłbym na około 45 lat.

Pewnego dnia cała grupa pracowników została zbesztana za zbyt wolne wieszanie ubrań na wieszaki (tak, na tym polegała moja praca) i nie rozumiałem wylewu żółci przez pracujących ze mną ludzi. Również byłem lekko poirytowany, ale nie przejmowałem się zbytnio, bo wiedziałem, że nie będę tam długo pracował. Po drugie to właśnie ten koleś jest nade mną niezależnie od tego, jak nieodpowiednie jest jego postępowanie. Zrozumiałem, że powinienem nauczyć się jakiejś umiejętności, za którą będą mi płacić. Zrozumiałem też, że muszę patrzeć na każdą wykonywaną pracę z różnych perspektyw: klienta, wykonawcy, zlecającego czy nawet obserwatora, bo każdy widzi to trochę inaczej.

Poranek na magazynie

Nie pamiętam dokładnie którego dnia, ale włączyłem sobie z nudów YouTube i znalazłem film o zarabianiu w sieci, na którym typ nawija, jak to był nikim, a teraz nie narzeka na brak gotówki. Brzmiał dość przekonująco, przynajmniej na tyle, żeby mnie przekonać. Pokazywał jakieś Bitcoiny i kilka piramid finansowych (o czym wtedy nie wiedziałem). Po siłowni oraz 8 godzinach pracy wracałem do mieszkania i spędzałem resztę dnia na zgłębianie tematów poruszanych w jego odcinkach (ależ ja wtedy byłem zdyscyplinowany).

Po 2 miesiącach wróciłem do Polski na wesele mojego brata. Przy okazji wybrałem się na meetup związany z kryptowalutami. Rozpoznałem tam człowieka, którego wcześniej oglądałem przez laptopa na wyspach po nocach na YouTube. Może zabrzmi to pysznie, ale powiedziałem mu, że Krzysztofem Gonciarzem nie jestem, ale mam lustrzankę, szybko się uczę i będę w stanie pozytywnie wpłynąć na rozwój jego działalności. Następnego dnia odbyłem moją pierwszą w życiu rozmowę o pracę i na ten moment ostatnią.

Zdarzało mi się wracać z biura o 3 nad ranem.

Przeprowadzka do Łodzi, koniec roku 2017

Od tego momentu zaczęło się kręcić. Dosłownie i w przenośni, bo moją pracą było kręcenie przeróżnych materiałów m.in. regularnych wiadomości, reklam, relacji z wydarzeń, jak i również robienie relacji na żywo z wydarzeń z kilkuset osobową widownią. Pracowałem dla start-upu i czułem, że im lepiej wykonam swoją pracę, tym większy zysk uda nam się uzyskać, a przy okazji więcej zarobie.

Pracowałem jako reżyser, researcher, prowadzący, operator czy montażysta. Znalazłoby się jeszcze kilka stanowisk, na pewno na wizytówce bym tego nie zmieścił. Stale uczyłem się nowych rzeczy, które trzeba było szybko wdrażać w projektach. Ten poligon doświadczeń sprawił, że nie chciałem już nigdy myśleć o pracy jak o 8-godzinnym slocie, gdzie wpisuję się w rejestr. Chciałem wpływać na bieg historii projektów, firm, a także ludzi, z którymi działam, bo to sprawia mi największą radość.

Tekst

Film Spring Open

Czy darzysz zaufaniem jakąś osobę, która nieważne co by nie stworzyła to i tak wiesz, że to będzie genialne? Dla mnie kimś takim był właśnie Konrad Kruczkowski. Kiedyś dowiedziałem się, że jest prowadzącym grupy na Plenerach filmowych “Film Spring Open” – „Interdyscyplinarne warsztaty filmowe” tak pisali na ich stronie. Opłata rejestracyjna wynosiła jedynie 350 złotych, oczywiście oprócz noclegu i jedzenia. Po przeczytaniu listy osób, które tam spotkam, poczułem się jak zwycięzca na loterii po wiedzę. Nie na co dzień ma się okazję porozmawiać z takimi artystami jak: Neil Corbould, Juliette Binoche, Jagoda Szelc, Sławomir Idziak, czy Natalie Portman. Wybrałem się tam w ciemno, ale wiedziałem, że jak wrócę, to wiele rzeczy mi się w głowie rozjaśni.

Nie potrafię opisać, jak bardzo jarałem się plenerami podczas tego wyjazdu. Mógłbym napisać o tym książkę. Każdy przeżywa to na swój sposób. Czułem, że wracam naładowany doświadczeniem innych oraz spostrzeżeniami, które pozwolą mi ruszyć dalej. Byłem zarówno zmęczony jak i trochę rozbity. Pracowałem głównie w grupie ze wspomnianym wcześniej Konradem, który po nagraniach do reportażu powiedział mi:

„Dobre te zdjęcia zrobiłeś Krzysztof”.

Miało to dla mnie ogromne znaczenie, bo jak ktoś Ci kładzie przez całe życie do głowy, że nic nie potrafisz, a później słyszysz coś takiego, to trzeba poprzestawiać całe swoje dotychczasowe myślenie. To było w 2018, rok później przed następną edycją FSO, Konrad Kruczkowski zadzwonił do mnie z pytaniem:

Krzysztof czy nie chciałbyś w tym roku ze mną współtworzyć grupy?”

Film Spring Open, Grupa Konrada Kruczkowskiego

Zrozumiałem coś, co dla wielu ludzi może do końca pozostać tajemnicą, a dla niektórych jest oczywiste. Mianowicie, że można w życiu robić to, co się lubi i jeszcze na tym zarabiać. Teraz wiem, że wyjazd zagranicę do pracy w celu wieszania ubrań był mi potrzebny, dotarło to do mnie, gdy podawałem swoją kurtkę do odwieszenia kilkanaście miesięcy później, podczas realizacji projektu w Szwajcarii dla jednego z moich klientów.

Współpraca z Projekt Masaż, połowa roku 2018

Ciągle wzrastały moje umiejętności, nadal byłem głodny wyzwań, a zleceń nie musiałem szukać, bo ciągle coś wpadało z polecenia. Moja siostra kiedyś dodała mój nick w komentarzu pod postem na Facebooku człowieka, który zajmował się fizjoterapią i szukał kogoś do montażu jego filmów. Dogadaliśmy się i pracowałem dla niego zdalnie. Później spotkaliśmy się już offline, a historia powtórzyła się jak w mojej pierwszej pracy.

Codziennie nabywam nowe umiejętności i nie czuję, abym przez żaden moment stał w miejscu. Wiedziałem już z poprzedniej pracy, że im bardziej rozwinie się jego projekt, tym więcej zyskam na tym również ja. I tak się stało. Dzisiaj w Projekt Masaż nie zajmuję się tylko nagrywaniem. Jestem człowiekiem od wyznaczania strategii, który wymyśla ideę, kreuję pomysły oraz myśli projektowo.

Co zrozumiałem?

Aby robić dobre i jakościowe rzeczy, trzeba patrzeć szeroko i nie zamykać się na sugestie, nowości oraz niestandardowe rozwiązania. Od dziecka interesowało mnie dosłownie wszystko, co inne, nietypowe, ale nie unikałem też tego, co popularne. Zaczynając od układów scalonych, po psychologię, motywacje moich rówieśników, aż po pytanie, dlaczego mrówki wiedzą, w którą stronę mają do mrowiska. Albo jesteś w stanie samodzielnie wykonać dobry projekt, bo bierzesz pod uwagę wiele czynników, albo masz ludzi, gdzie każdy jest odpowiedzialny za osobny proces. Jednak wtedy musisz umieć poprowadzić tych ludzi i być spoiwem procesu, co również wymaga umiejętności szerokiego patrzenia. Ciągle się tego uczę i uważnie słucham innych, których wiedzę szanuję, doceniam, wręcz podziwiam, bo zawsze zależy mi, aby dać z siebie 100 procent swoich umiejętności.

Fot. Damian Bartoszek

To w dużym skrócie ostatnie 3 lata mojego życia. Doskonale wiem, że mam jeszcze ogrom rzeczy do nauki, ale wiem, że jak się chce, to można. Ja chciałem, nawet nie wiedziałem dokładnie czego, ale chciałem. Trzeba tylko zrobić krok. Uczyłem się na błędach, często kosztownych, ale one pomagają później, bo nie dasz się już drugi raz naciąć. Bardzo ważne jest być po prostu człowiekiem, nie udawać nie wiadomo kogo. Jak masz jeszcze ustalony cel, to cała reszta sama się w końcu układa i odpowiedni ludzie pojawiają się na drodze w odpowiednim momencie.

View this post on Instagram

For those who would understand #life #ugojesse

A post shared by ugo jesse (@ugojesse) on

Sokół nawijał „Za dużo widzę, aby wybrać źle”. Ja się pod tym podpisuje.

Jakie sytuacje w Twoim życiu miały kluczowy wpływ na to, gdzie się teraz znajdujesz? Może od dawna chcesz wykonać krok w kierunku jakiejś pasji, zajawki, biznesu czy nawet osoby, ale ciągle się wahasz. Co Cię powstrzymuje?

Pozdrawiam, Krzysztof.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *